W ostatnim czasie pojawiły się w prasie publikacje o praktyce pojedynczych deweloperów polegającej na wybudowaniu budynku jednorodzinnego i następnie przekształceniu go w budynek wielorodzinny.
Schemat postępowania w takim wypadku wygląda następująco.
Deweloper występuje z wnioskiem o pozwolenie na budowę dużego kubaturowo budynku jednorodzinnego, w którym przewiduje wydzielenie dwóch lokali (prawo budowlane dopuszcza wydzielenie w budynku jednorodzinnym maksymalnie dwóch lokali). Po uzyskaniu pozwolenia na budowę realizuje budynek i już w trakcie budowy wprowadza zmiany, dzięki którym możliwe będzie później faktyczne wydzielenie więcej niż dwóch lokali. Następnie deweloper uzyskuje pozwolenie na użytkowanie, zleca przygotowanie inwentaryzacji i występuje do starostwa o wydanie zaświadczenia o samodzielności lokali, przedkładając rzuty kondygnacji z zaznaczonymi lokalami. Oczywiście na takim rzucie znajdują się już nie dwa, lecz kilka, czy kilkanaście lokali.
Wydając zaświadczenie o samodzielności lokali, starosta nie weryfikuje zgodności wydzielenia kilku lokali z pozwoleniem na budowę, czy pozwoleniem na użytkowanie, bo przepisy nie nakładają na niego takiego obowiązku. Jedynym warunkiem dla wydania zaświadczenia jest ustalenie, czy zgodnie z inwentaryzacją lokal może być uznany za samodzielny w rozumieniu ustawy o własności lokali. Z ustawy tej wynika zaś tylko tyle, że lokalem samodzielnym jest izba lub zespół izb wydzielonych trwałymi ścianami, przeznaczony na stały pobyt ludzi, służący zaspokajaniu ich potrzeb mieszkaniowych. Żadne inne kryteria, zwłaszcza pożarowe, nie muszą być spełnione.
Mając w ręce zaświadczenie o samodzielności lokali, deweloper zawiera u notariusza umowy ustanawiające odrębną własność lokali i tym samym doprowadza do przekształcenia budynku jednorodzinnego w wielorodzinny, bez podejmowania przed organami nadzoru budowlanego jakiejkolwiek procedury dotyczącej zmiany sposobu użytkowania budynku.
O tym, jak bardzo takie działanie może być zgubne w skutkach zarówno dla dewelopera, jak i nabywców takich lokali, niektórzy mogli już przekonać się na własnej skórze.
Faktycznie bowiem w wyniku takich działań dochodzi do sytuacji, w której wybudowane lokale nie spełniają warunków techniczno-budowalnych (inne są choćby wymogi bezpieczeństwa przeciwpożarowego dla budynków jednorodzinnych, a inne dla wielorodzinnych), a ponadto bardzo często nie spełniają również wymogu zgodności z ustaleniami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego (gdy plan przewiduje zabudowę jednorodzinną, a faktycznie powstał budynek wielorodzinny).
Wszystkiemu winne są przede wszystkim przepisy, a raczej ich brak. Gdyby bowiem starostowie mieli obowiązek weryfikowania choćby tego, czy pozwolenie na budowę budynku, w którym mają być wydzielone lokale dotyczyło budynku jednorodzinnego, czy wielorodzinnego i mieli możliwość odmowy wydania zaświadczenia o samodzielności, w razie gdyby w budynku jednorodzinnym miało dojść do wydzielenia więcej niż dwóch lokali, to jakie sytuacje nie miałyby miejsca. Trudno też tutaj jednoznacznie potępiać deweloperów, skoro niewątpliwie mamy lukę w prawie.
W każdym razie, zmiany przepisów w tym zakresie na pewno nastąpią (tak przynajmniej deklarował prof. Z. Niewiadomski, który przewodniczy Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Budowlanego). Póki co jednak pozostaje mi przestrzec przed takimi działaniami, bo one tylko z pozoru wydają się legalne, a ich konsekwencje mogą być opłakane.
Jakie? – o tym na pewno już wkrótce na blogu.














