dr Agnieszka Grabowska-Toś

radca prawny

Radca prawny, doktor nauk prawnych. Specjalizuje się w obsłudze procesów inwestycyjnych, że szczególnym uwzględnieniem inwestycji deweloperskich.
[Więcej >>>]

Skontaktuj się!

Umowa deweloperska czy umowa przedwstępna?

Agnieszka Grabowska-Toś04 maja 20152 komentarze

23-30.08.2008 706_1Zainspirowana jednym z Państwa komentarzy, chcę dzisiaj napisać kilka słów o sprawie, która zwłaszcza na początku obowiązywania ustawy deweloperskiej budziła  spore wątpliwości  i deweloperów i  prawników (ze szczególnym uwzględnieniem notariuszy).

Czy zawierając umowę dotyczącą już wybudowanego lokalu, deweloper ma obowiązek stosować się do wymogów ustawy deweloperskiej? Innymi słowy, czy w takim przypadku zawierać umowę deweloperską, czy umowę przedwstępną, a jeśli przedwstępną, to na jakim etapie inwestycji  deweloper może taką umowę zawrzeć?

Praktyka stosowana przez notariuszy, na których ciąży odpowiedzialność za ważnie sporządzoną umowę była różna. Spotykałam się nawet z tak radykalnym stanowiskiem, że dopóki lokal nie stanowił odrębnego przedmiotu własności i co za tym idzie, nie był wpisany do odrębnej księgi wieczystej, deweloper miał obowiązek zawierać z nabywcą umowę deweloperską.

Biorąc pod uwagę cel ustawy deweloperskiej, jakim jest ochrona nabywcy, trudno było pogodzić się z tak daleko idącą ostrożnością. Wszak po wybudowaniu lokalu nabywca nie kupował już przysłowiowego kota w worku, tylko gotowy „produkt” i wydawało się, że tak gorliwa ochrona jest nieco przesadzona.

Na szczęście w sprawie tej jednoznacznie wypowiedział się Urząd Ochrony i Konkurencji w raporcie, zatytułowanym „Konsument na rynku deweloperskim”, który powstał w styczniu 2014 roku i o którym już Państwu pisałam w jednym z moich wpisów pt. Umowa deweloperska bez rachunku powierniczego.  W raporcie tym UOKiK jednoznacznie stwierdził, że przepisy ustawy deweloperskiej nie mają zastosowania do sprzedaży przez dewelopera gotowych lokali mieszkalnych lub domów jednorodzinnych po uzyskaniu ostatecznej decyzji o pozwoleniu na użytkowanie.

W tym wypadku podzielam pogląd Urzędu ;-).

23-30.08.2008 593_1Jeżeli rozważają Państwo realizację nowej inwestycji na nieruchomości oddanej w użytkowanie wieczyste, radzę dobrze  zastanowić się, zanim podejmą Państwo ostateczną decyzję o zakupie takiej nieruchomości. Okazuje się bowiem, że choć na rynku ceny takich nieruchomości praktycznie nie odbiegają od cen prawa własności, to jednak znacznie częściej są one dla deweloperów źródłem  dodatkowych problemów i kosztów, jakie muszą ponieść, żeby zrealizować inwestycję.

Moje doświadczenia ze współpracy z deweloperami, zwłaszcza tymi, którzy dopiero stawiają w branży pierwsze kroki pokazują, że nie zawsze dostrzegają oni różnicę pomiędzy własnością, a prawem użytkowania wieczystego nieruchomości.  Dlatego pomyślałam, że warto zwrócić Państwu uwagę po krótce, na  kilka najważniejszych kwestii dotyczących użytkowania wieczystego, które odróżniają to prawo, od prawa własności.

Planując inwestycję deweloperską  na użytkowaniu wieczystym trzeba przede wszystkim wiedzieć, że:

1. Zawarcie umowy, na podstawie której  nabywamy prawo użytkowania wieczystego, nie oznacza, że już z  tą chwilą stajemy się użytkownikiem wieczystym. Nabycie użytkowania wieczystego nieruchomości, w odróżnieniu od nabycia własności nieruchomości, wymaga bowiem dodatkowo wpisu do księgi wieczystej.

2. Użytkowanie wieczyste jest prawem celowym, co oznacza, że użytkownik wieczysty ma obowiązek korzystać z nieruchomości zgodnie z celem, na jaki nieruchomość została oddana w użytkowanie wieczyste. Sposób korzystania z nieruchomości, wiąże każdego kolejnego użytkownika wieczystego. Jeśli w umowie nałożony został na użytkownika wiecztystego obowiązek zabudowy nieruchomości we wskazany sposób i w określonym terminie, to także i te postanowienia będą wiążące dla każdego kolejnego użytkownika wieczystego. Dlatego z punktu widzenia dewelopera, istotna jest treść umowy użytkowania wieczystego nieruchomości, którą zamierza nabyć. Większość użytkowań wieczystych powstała z mocy prawa i w związku z tym nie wymagała zawarcia umowy, a jedynie jego potwierdzenia w formie decyzji administracyjnej. Bez względu jednak na to, czy użytkowanie wieczyste zostało ustanowione na podstawie umowy, czy powstało z mocy prawa, pamiętajmy, by przed nabyciem nieruchomości oddanej w użytkowanie wieczyste, dokładnie sprawdzić treść tej umowy lub decyzji i ustalić, czy planowana przez nas inwestycja będzie zgodna z celem, na jaki nieruchomość została oddana w użytkowanie wieczyste.

3. Użytkowanie wieczyste jest prawem ograniczonym czasowo – zwykle jest to okres 99 lat, ale zdarzają się użytkowania wieczyste ustanowione np. na lat 40. Dlatego koniecznie trzeba sprawdzić, jaki jest okres użytkowania wieczystego interesującej nas nieruchomości i jaki okres tego użytkowania już upłynął. Ta kwestia może bowiem w przyszłości przesądzić o tym, czy nasza inwestycja znajdzie nabywców, zwłaszcza gdyby okazało się, że pozostały okres użytkowania wieczystego jest stosunkowo krótki.

4. Z użytkowaniem wieczystym wiąże się konieczność ponoszenia opłat rocznych. Wysokość tych opłat jest uzależniona od celu, na jaki nieruchonmość została oddana w użytkowanie wieczyste. Dla nieruchomości wykorzystywanych na cele budownictwa mieszkaniowego, stawka wynosi 1% ceny nieruchomości określonej w umowie ustanowienia użytkowania wieczystego. Jednak w przypadku zmiany wartości nieruchomości, opłata ta może być aktualizowana (nie częściej niż raz na 3 lata).

W kolejnych moich wpisach na blogu na pewno  poruszę temat najważniejszych ryzyk związanych z realizacją inwestycji deweloperskiej na użytkowaniu wieczystym. Jeśli więc ta tematyka jest dla Państwa interesująca – zapraszam do śledzenia mojego bloga:)

Gwarancja zapłaty za roboty budowlane

Agnieszka Grabowska-Toś27 kwietnia 2015Komentarze (0)

IMG_8617Mam dziś dla Państwa krótką historię, z życia zawodowego wziętą.

Deweloper opóźnił się nieznacznie i z przyczyn od siebie niezależnych z zapłatą ostatniej części wynagrodzenia na rzecz generalnego wykonawcy. W związku z tym, generalny wykonawca zażądał od dewelopera przedstawienia gwarancji zapłaty za roboty budowlane w terminie 45 dni. W trakcie biegu 45-dniowego terminu zaległa część wynagrodzenia została przez dewelopera zapłacona i dlatego nie przedstawił on generalnemu wykonawcy gwarancji zapłaty. Był bowiem przekonany, że skoro płaci, to nie ma już takiej potrzeby.

Tymczasem generalny wykonawca– choć otrzymał zapłatę, od umowy odstąpił, pozbawiając tym samym dewelopera uprawnień gwarancyjnych i dodatkowo żądając zastrzeżonej w umowie zapłaty kary umownej za odstąpienie z przyczyn leżących po stronie dewelopera. Generalny wykonawca uznał, że skoro deweloper nie dostarczył gwarancji zapłaty, a odbiór końcowy inwestycji jeszcze nie nastąpił i umowy nie można było uznać za wykonaną – miał prawo od niej odstąpić.

Jaki będzie wynik sporu dewelopera z generalnym wykonawcą – to już oczywiście rozstrzygnie sąd. Nie mniej jednak ta historia pokazuje, że problemy prawne deweloperów, to nie tylko zmaganie się z prawem budowlanym, czy ustawą deweloperską, ale także trudności związane z wykonywaniem umowy o roboty budowlane.

I właśnie dlatego, dzisiaj kilka słów o instytucji prawnej, która – moim zdaniem – budzi sporo kontrowersji. Mowa o gwarancji zapłaty za roboty budowlane przewidzianej w art. 6491 do 6495 Kodeksu cywilnego.

Przypomnijmy po krótce, że zgodnie z powołanymi wyżej przepisami, generalny wykonawca (bądź wykonawca) robót budowlanych może w każdym czasie żądać od inwestora gwarancji zapłaty do wysokości ewentualnego roszczenia z tytułu wynagrodzenia wynikającego z umowy. Gwarancją zapłaty jest gwarancja bankowa lub ubezpieczeniowa, a także akredytywa bankowa lub poręczenie banku udzielone na zlecenie inwestora. Jeżeli generalny wykonawca zażąda gwarancji zapłaty, a inwestor jej nie przedstawi w zakreślonym przez niego terminie (nie krótszym niż 45 dni), wówczas generalny wykonawca jest uprawniony do odstąpienia od umowy z winy inwestora.

Proszę przy tym zwrócić uwagę, że generalny wykonawca może wystąpić z żądaniem gwarancji zapłaty nawet wówczas, gdy inwestor wywiązuje się ze wszystkich swoich zobowiązań terminowo. Przepis nie uzależnia bowiem możliwości zgłoszenia żądania udzielenia gwarancji zapłaty od jakiejkolwiek okoliczności obciążającej inwestora.

Dlaczego w mojej ocenie jest to kontrowersyjny przepis?

Otóż nie bardzo rozumiem, dlaczego ustawodawca postanowił chronić interes jednego przedsiębiorcy (generalnego wykonawcy), kosztem drugiego (dewelopera). Mam wrażenie, że przypadki nierzetelnych wykonawców, którzy wpędzają w poważne kłopoty rzetelnych deweloperów są częstsze, niż sytuacje, w których generalny wykonawca nie może doprosić się od dewelopera wynagrodzenia za należycie wykonaną umowę.

IMG_0096_1Czasem zdarzają się takie przypadki,  gdy na rynku dostępna jest nieruchomość w bardzo dobrej lokalizacji i przygotowana już do inwestycji (wydane ostateczne pozwolenie na budowę), ale deweloper – z różnych względów – nie jest zainteresowany realizacją tej inwestycji. Na tej nieruchomości widziałby bowiem piękny elegancki apartamentowiec z ciekawą infrastrukturą dla mieszkańców, a pozwolenie na budowę dotyczy dwóch budynków -wielorodzinnego i biurowego, które zupełnie nie przystają do jego założeń biznesowych. Dlatego jest gotów jest podjąć starania o uzykanie nowego pozwolenia, ale na przeszkodzie- stoi to, które już zostało wydane.

I tu pojawia się dylemat – kupić nieruchomość, czy nie? Czy będzie mógł uzyskać dla tej nieruchomości nowe pozwolenie, skoro to „stare” nadal obowiązuje? A może będzie musiał czekać, aż „stare” pozwolenie wygaśnie z mocy prawa i dopiero wówczas możliwe będzie wystąpienie z wnioskiem o wydanie nowego pozwolenia?

Pytania oczywiście można mnożyć i niestety, jak to zwykle bywa, nie ma na nie oczywistej odpowiedzi. Zarówno bowiem w orzecznictwie, jak i w doktrynie prezentowane są na ten temat skrajnie odmienne poglądy.

Z jednej strony uznaje się, że brak jest możliwości wydania pozwolenia na budowę w odniesieniu do inwestycji planowanej na nieruchomości, co do której uprzednio zostało już wydane pozwolenie na budowę. Niektórzy zauważają, że niedopuszczalne jest wydanie kolejnego pozwolenia na budowę,  jeśli pokrywają się zakresy obu decyzji, to jest dotyczą tych samych robót. Inni podnoszą, że wydanie w takim przypadku kolejnego pozwolenia na budowę jest niemożliwe, ponieważ brak  jest w prawie budowlanym analogicznego przepisu, jaki obowiązuje  na gruncie ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, zgodnie z którym decyzję o warunkach zabudowy można wydać dla tego samego terenu kilku inwestorom.

Z drugiej strony, ponoszone są argumenty, że utrata prawa do dysponowania nieruchomością nie oznacza, że nowy właściciel nieruchomości nie może uzyskać nowego pozwolenia na budowę, skoro poprzednie – na skutek utraty prawa do gruntu przez poprzedniego inwestora stało się bezprzedmiotowe. W jednym z wyroków NSA stwierdził, że brak jest podstaw prawnych do uznania, iż fakt posiadania pozwolenia na budowę na określonej nieruchomości przez jeden podmiot stoi na przeszkodzie udzieleniu pozwolenia na budowę na tej samej nieruchomości innemu podmiotowi.

Niektóre sądy wskazują, że można stwierdzić wygaśnięcie pozwolenia na budowę, jeśli pierwotny inwestor utracił prawo do dysponowania nieruchomością na cele budowlane. Wygaśnięcie starego pozwolenia na budowę – otworzyłoby drogę do uzyskania nowego. Jednak także i w tym przypadku – można spotkać przeciwne poglądy sądów i doktryny.

Gdybym to ja stanęła przed dylematem, czy kupić nieruchomość, dla której zostało już wydane pozwolenie na budowę, przede wszystkim udałabym się do urzędu, żeby ustalić, jaka jest w tym zakresie praktyka organu (czy dopuszcza wygaśnięcie pozwolenia na budowę, jeśli inwestor utraci prawo do dysponowania nieruchomością na cele budowalne i czy wydaje pozwolenie na budowę, gdy dla tego samego terenu zostało już wydane inne). Jak się bowiem mogłam niejednokrotnie przekonać, właśnie w takich sytuacjach, poglądy sądów to jedno – a praktyka organów – to drugie. Niektórzy urzędnicy wprost mówią, że „u nich orzecznictwo sądów się nie przyjęło” 🙂

Może więc okazać się, że problem, który – w świetle orzecznictwa- istnieje, w praktyce – w ogóle nie wystąpi, bo organy nie będą widziały żadnych przeszkód, czy to w wydaniu nowego pozwolenia na budowę (mimo obowiązywania starego), czy też w wygaszeniu starego pozwolenia na budowę.

IMG_0580Znajomy deweloper miał pecha. Zaplanował inwestycję na nieruchomości sąsiadującej z nieruchomością pana, który w całym mieście znany był z tego, że skarży wszystko co się da. Jednak nie wiadomo dlaczego, nie wniósł odwołania od decyzji o pozwoleniu na budowę wydanej dla  dewelopera, choć na etapie ustalania warunków zabudowy skarżył każde kolejne rozstrzygnięcie, aż sprawa znalazła się przed NSA.

Mając w ręku ostateczne pozwolenie na budowę, deweloper przystąpił do zawierania umów deweloperskich. Niestety, kilka tygodni później sąsiad złożył wniosek o wznowienie postepowania, twierdząc, że nie zostało mu doręczone pozwolenie na budowę i organ wznowił postępowanie.

Ta historia ma oczywiście swój ciąg dalszy, ale o nim – innym razem.

Dzisiaj chciałam skupić  się na jednym wątku, a mianowicie – czy deweloper powinien w takim przypadku zmienić prospekt informacyjny.

Ustawa deweloperska nakazuje zawrzeć w umowie deweloperskiej informacje, czy pozwolenie na budowę jest ostateczne i czy zostało zaskarżone. Również w obowiązującym wzorze prospektu informacyjnego znajduje się rubryka, w której trzeba zaznaczyć, czy pozwolenie na budowę  zostało zaskarżone. 

I tu pojawia się wątpliwość – co to znaczy, że pozwolenie na budowę zostało zaskarżone? Czy jeśli został złożony wniosek o wznowienie postępowania lub np. wniosek o stwierdzenie  nieważności pozwolenia na budowę, to możemy mówić, że zostało ono zaskarżone?

Niestety, na to pytanie nie ma moim zdaniem prostej odpowiedzi.

Jeśli spojrzeć na zapis ustawy  zgodnie z jego dosłownym brzmieniem, to należałoby powiedzieć, że „zaskarżone” oznacza wyłącznie sytuacje, gdy została złożona skarga do sądu administracyjnego na ostateczne pozwolenie na budowę. Natomiast wniosek o wznowienie postępowania, ani tym bardziej wniosek o stwierdzenie nieważności pozwolenia na budowę nie może być traktowany jako  przepadek zaskarżenia. Są to bowiem zupełnie odmienne instytucje prawne, dodatkowo regulowane odmiennymi przepisami.

W konsekwencji,  nawet w przypadku, gdyby organ wszczął takie postępowania, należałoby stwierdzić, że w świetle ustawy deweloperskiej deweloper nie ma obowiązku ujawniania tych okoliczności w prospekcie informacyjnym.

Z drugiej strony, biorąc pod uwagę cel całej regulacji ustawy deweloperskiej, którą jest ochrona nabywców lokali i domów jednorodzinnych, można powiedzieć, że nałożenie na dewelopera obowiązku informowania, czy pozwolenie na budowę zostało zaskarżone obejmuje także opisane wyżej sytuacje. W związku z tym, deweloper powinien zamieścić taką informację w prospekcie informacyjnym. Podobnie bowiem jak w  przypadku skargi do sądu, tak i w przypadku wznowienia postępowania, czy wszczęcia postepowania w sprawie stwierdzenia nieważności, może dojść do wyeliminowania z obrotu prawnego ostatecznej decyzji o pozwoleniu na budowę.

Na pewno więc każdy nabywca chciałby  móc świadomie podjąć decyzję o zakupie lokalu, mając pełną wiedzę o wszystkich postępowaniach dotyczących pozwolenia na budowę, które mogą doprowadzić do utraty przez dewelopera ostatecznej decyzji o pozwoleniu na budowę i  związanych z tym konsekwencjach.

Jak widać, można wskazać argumenty za jednym i drugim stanowiskiem.

Ostateczna decyzja, co do sposobu postępowania w takim przypadku i  tak należeć będzie do dewelopera, który będzie musiał rozważyć, jakie ryzyka będą wiązały się z  ujawnieniem tych informacji lub ich nieujawnieniem w prospekcie informacyjnym.