dr Agnieszka Grabowska-Toś

radca prawny

Radca prawny, doktor nauk prawnych. Specjalizuje się w obsłudze procesów inwestycyjnych, że szczególnym uwzględnieniem inwestycji deweloperskich.
[Więcej >>>]

Skontaktuj się!

blog dla deweloperów_15Drodzy Czytelnicy!

Tym razem coś z zakresu prawa cywilnego – czyli mój ulubiony artykuł 647[1] Kodeksu cywilnego.

Mieli już Państwo okazję zaznajomić się trochę z tym przepisem, kiedy opowiadałam o tym, że deweloper odpowiada solidarnie z generalnym wykonawcą za zapłatę należnego podwykonawcom wynagrodzenia i kiedy opowiadałam Państwu historię z placu budowy o tym, jak to generalny wykonawca zlecił wykonanie prac wykończeniowych podwykonawcy tylko ustnie (bez zawierania umowy w formie pisemnej) i jakie to miało znaczenie dla odpowiedzialności dewelopera za zapłatę wynagrodzenia należnego podwykonawcy.

Muszę Państwu powiedzieć, że mam same dobre wiadomości i to prosto z wokandy Sądu Najwyższego.

Okazuje się, że Sąd Najwyższy dokonuje czasami takich interpretacji prawa, które niejedną tęgą prawniczą głowę potrafią wprawić w osłupienie. Jednak w tym przypadku, jest inaczej – uchwała Sądu Najwyższego trzyma się jasnych, obowiązujących zasad prawnych i w dodatku jest korzystna dla deweloperów, o czym śpiesznie donoszę.

W uchwale z 10 lipca 2015 roku (sygnatura III CZP 45/15) Sąd Najwyższy jednoznacznie stwierdził, że w razie odstąpienia przez generalnego wykonawcę od umowy o roboty budowlane zawartej z podwykonawcą, inwestor nie ponosi odpowiedzialności na podstawie art. 647[1] §5 Kodeksu cywilnego, czyli nie odpowiada za zapłatę podwykonawcy należnego mu wynagrodzenia za wykonane na rzecz generalnego wykonawcy roboty.

Sąd Najwyższy oparł się na dominującym stanowisku doktryny*, która od zawsze głosi, że wykonanie umownego prawa odstąpienia przez jedną ze stron umowy powoduje, że umowa, w której to uprawnienie do odstąpienia zastrzeżono, wygasa ze skutkiem wstecznym.

Odstąpienie przez generalnego wykonawcę od umowy zawartej z podwykonawcą powoduje więc taki skutek, jakby umowa ta nigdy nie została zawarta. A skoro nie ma umowy, to nie ma podstaw do przyjęcia solidarnej odpowiedzialności inwestora (dewelopera) na podstawie art. 647[1] § 5 kodeksu cywilnego.

Teza postawiona przez Sąd Najwyższy (i jej uzasadnienie) mnie jako prawnikowi wydaje się oczywista i przyznam, że byłam zdziwiona, że w tej kwestii musiał wypowiedzieć się aż Sąd Najwyższy.

Trzeba jednak wiedzieć, że w pierwszej instancji deweloper przegrał sprawę. Na szczęście dla dewelopera, sąd apelacyjny powziął tak daleko idące wątpliwości co do tego, jakie wydać rozstrzygnięcie, że aż zwrócił się z pytaniem prawnym do Sądu Najwyższego.

Wnioski?

Zdarza się, że sąd, orzekając na naszą niekorzyść, jest w stanie uzasadnić nawet największą bzdurę. Dlatego, jeśli macie Państwo mocne argumenty, warto walczyć do końca licząc na to, że w końcu trafi się na mądrych sędziów, których (w co głęboko wierzę), jest w sądach bardzo wielu i że w końcu sprawiedliwość będzie po Państwa stronie.

*Tak zbiorczo określa się wszystkich mądrych ludzi zajmujących się prawem, których zdanie sądy czasami biorą pod uwagę 😉

blog dla deweloperów_14Dziś, na koniec dnia mała zagadka: co jest na tym zdjęciu?

Ciekawe, czy  Państwo zgadniecie? 🙂

…………………….

……………………

A oto i odpowiedź: karty do gry memory  – ulubionej gry przedszkolaków 🙂 Te ze zdjęcia,  własnej produkcji, rozdawała dziś moja córka mówiąc do mnie: „mama, no graj!” 🙂

W biznesie deweloperskim też często prowadzi się grę – grę o klienta, grę o pozyskanie jak najlepszej nieruchomości pod nowy projekt, grę z czasem, by zdążyć zrealizować inwestycję, nim rozstrzygnie się definitywnie sprawa zaskarżenia decyzji WZ, czy pozwolenia na budowę.

Bez wątpienia, to nie jest jednak łatwa i przyjemna gra, jak ta, w którą grałam dziś z moją córką.

To jasne.

Jedno natomiast jest pewne – jak w każdej grze, tak i w biznesie deweloperskim są pewne zasady i warto się ich trzymać. Bo – jak  mnie uczono od dziecka – kłamstwo ma krótkie nogi, a nieuczciwość nigdy nie popłaca – zwłaszcza w biznesie, który opiera się na zaufaniu klienta.

Może ktoś powie: a cóż to za mądrości życiowe tu wypisuję.

Otóż Drodzy Państwo, piszę o tym wszystkim, nie bez powodu.

Nasza kancelaria prowadzi właśnie sprawę oszukanych przez dewelopera właścicieli lokali, które znajdują się w budynku, wybudowanym przez tegoż dewelopera z istotnymi odstępstwami od zatwierdzonego projektu budowlanego. Te odstępstwa polegały m. in. na tym, że w budynku, który miał być budynkiem jednorodzinnym o dwóch lokalach, zostało faktycznie stworzonych kilka lokali, choć w świetle obowiązującego miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego było to niedopuszczalne.

Ponieważ deweloper teoretycznie budował budynek jednorodzinny, po zakończeniu budowy zgłosił do nadzoru budowlanego, że zamierza przystąpić do użytkowania budynku i uzyskał zaświadczenie, że organ nie wniósł w tym zakresie sprzeciwu. Po tym zaś jak otrzymał zaświadczenie,  przekształcił budynek jednorodzinny w wielorodzinny: wykonał prace budowlane, które ostatecznie pozwoliły mu na ustanowienie odrębnej własności kilku lokali – zamiast dopuszczalnych dwóch, a następnie sprzedał je na rzecz naszych Klientów.

Sprawa może i nie ujrzałaby światła dziennego, gdyby nie sąsiedzi, którzy zwrócili uwagę na ten fakt organowi nadzoru.  W związku  tym, kiedy deweloper sprzedawał lokale, toczyło się już postępowanie w sprawie wykonanych przez niego odstępstw. Fakt ten deweloper jednak przed nabywcami zataił.

Wszystko wskazuje na to, że w związku z dokonanymi odstępstwami od projektu budowlanego, organ nadzoru wyda decyzję nakazującą naszym Klientom przywrócenie budynku do stanu zgodnego z prawem i  że trzeba będzie taką decyzję bezwzględnie kwestionować zwłaszcza, że są argumenty przemawiające na korzyść Klientów. Nie mniej, póki sprawa się nie zakończy, właściciele mogą zapomnieć o tym, że uda się im się bez problemu sprzedać komukolwiek ich lokal.

Co ciekawe, deweloper, który z premedytacją oszukał swoich klientów, jest całkiem nieźle kojarzony na rynku deweloperskim. Dlaczego to zrobił? Dlaczego zagrał nie fair? I dlaczego teraz w ogóle nie poczuwa się do odpowiedzialności za zaistniałą sytuację?

Dobre pytanie…

Szkoda tylko, że taka jedna czarna owca robi całej rzeszy uczciwych i rzetelnych deweloperów czarny PR. Rozumiem, że w biznesie, jak w grze – nie ma sentymentów i że ktoś raz wygrywa, a raz przegrywa, ale uważam, że trzeba mieć w tym wszystkim choć trochę ludzkiej przyzwoitości.

20150928_191616_resizedPrzeanalizowałam dziś frazy, po wpisaniu których trafiają Państwo na mojego bloga i muszę przyznać, że kiedy przeczytałam jedną z nich – roześmiałam się od ucha do ucha.

Otóż ktoś z Was – drodzy Czytelnicy szukał w internecie informacji, czy „masarnia oddziałuje na działki sąsiednie” i taka właśnie fraza przywiodła kogoś do mnie:)

Cóż ….. wprawdzie blog jest adresowany do deweloperów, ale kto powiedział, że nie może go czytać także ten kto projektuje lub buduje masarnię? 🙂 Podejrzewam, że czytelnik nie znalazł tu konkretów o oddziaływaniu masarni na działki sąsiednie, ale o oddziaływaniu obiektu na działki sąsiednie i obszarze oddziaływania – owszem.

Nie ulega wątpliwości, że problematyka obszaru oddziaływania inwestycji leży Państwu szczególnie na sercu, a skoro tak, to warto do niej wrócić.  Mam do tego dobry pretekst, bo właśnie otrzymałam interesujące – z tego punktu widzenia – rozstrzygnięcie organu odwoławczego w sprawie odwołania od decyzji o pozwoleniu na budowę, którą uzyskał jeden z naszych klientów.

To, co wynikało ze stanu faktycznego sprawy i co znalazło się w uzasadnieniu tego rozstrzygnięcia, być może będzie dla Państwa jakąś wskazówką. Proszę,  sami oceńcie.

W odwołaniu skarżący zarzucał, że obszar oddziaływania inwestycji był znacznie szerszy, niż to przyjął starosta i że w związku z tym właściciele nieruchomości sąsiednich, których organ nie zawiadomił o toczącym się postępowaniu, powinni być stroną tego postępowania. Lokalizację działek znajdujących się poza obszarem tego oddziaływania w stosunku do terenu inwestycji – obrazuje rysunek na zdjęciu powyżej.

Skarżącemu chodziło o działkę C i B, które – jego zdaniem – znajdowały się w obszarze oddziaływania inwestycji.

Działka B, której organ nie uwzględnił, stykała się z terenem inwestycji tylko narożnikiem, nie była zabudowana, natomiast działka C, była oddalona od terenu inwestycji o kilkadziesiąt metrów i była już zabudowana. Wszystkie działki przeznaczone były w planie miejscowym pod budownictwo mieszkaniowe wielorodzinne.

Wojewoda, który rozpatrywał odwołanie uznał, że  starosta prawidłowo ocenił, iż działka B i C nie znajdują się w obszarze oddziaływania inwestycji – budynku mieszkalnego wielorodzinnego.

Jego zdaniem, musi istnieć przepis prawa, który w odniesieniu do konkretnej inwestycji  wskazywałby, że nastąpiło naruszenie uprawnień sąsiada w użytkowaniu lub zagospodarowaniu jego działek. Zaś ani lokalizacja, ani charakter analizowanej przez wojewodę inwestycji nie wpływały ani na sposób dotychczasowego użytkowania działki B i C, ani na możliwość zagospodarowania ich w przyszłości.

Tyle wojewoda.

Ja natomiast dołożyłabym do tego jeszcze swoje trzy grosze:)

Jeśli chodzi o działkę B, to ponad to, co powiedział organ, należałoby jeszcze dodać, że  gdyby na tej działce właściciel chciał zlokalizować jakiś budynek, to fakt, iż na działce A będzie już inwestycja, nie wpłynie w przyszłości na prawa właściciela działki B co do sposobu jej zagospodarowania. Nie będą bowiem miały w tym przypadku zastosowania przepisy o minimalnych odległościach od granic działek sąsiednich, skoro działka B nie graniczy z terenem inwestycji (działką A).

Ponadto, skoro działka B jest niezbudowana, to brak jest także oddziaływania inwestycji w zakresie zacieniania. Przepisy zawierające wymogi w zakresie nasłonecznienia i naturalnego oświetlenia odnoszą się bowiem do sytuacji, gdy budynek mieszkalny, na który nowa inwestycja może oddziaływać poprzez ograniczenie znajdującym się w nim lokalom naturalnego światła – już istnieje, nie odnosi się natomiast do nieruchomości niezabudowanych.

Z kolei  w odniesieniu do działki C, oddziaływanie terenu inwestycji A w zakresie zacienienia, również nie wchodziło w grę, bowiem z przedłożonej przez inwestora analizy nasłonecznienia wynikało, iż inwestycja w ogóle nie będzie rzucała cienia na znajdujący się na działce C budynek. Gdyby było inaczej, to jak słusznie uznał Wojewódzki Sąd Administracyjny w Opolu w wyroku z dnia 5 marca 2015 r., sygn. akt II SA/Op 596/14, działka C znajdowałaby się w obszarze oddziaływania, bez względu na fakt, czy wymogi określone w zakresie nasłonecznienia zostałyby przez inwestora spełnione, czy nie.

I co Państwo na to?

Czas to pieniądz mówi znane wszystkim powiedzenie.

Dla deweloperów, zwłaszcza tych mniejszych, których nie stać na prowadzenie równolegle kilku inwestycji, czas ma szczególne znaczenie.

Strata każdego tygodnia w oczekiwaniu na uzyskanie ostatecznej i prawomocnej decyzji niezbędnej do realizacji inwestycji, może bowiem niejednego z nich słono kosztować.

A wszystko to w dużej mierze za sprawą przepisów dotyczących postępowania przed sądami administracyjnymi, które jeszcze do niedawna były tak skonstruowane, że na rozstrzygnięcie na przykład w sprawie decyzji o warunkach zabudowy, czy pozwolenia na budowę, trzeba było czekać latami.

Jeśli więc dewleoperowi organ odmówił ustalenia warunków zabudowy, czy pozwolenia na budowę i ten złożył odwołanie, a następnie skargę do wojewódzkiego sądu administracyjnego, a potem jeszcze skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego, to nie dość, że na samo rozstrzygnięcie NSA musiał czekać około  2 lat, to jeszcze sprawa po takim wyroku nadal nie była rozstrzygnięta.

Najczęściej bowiem NSA uchylał wyrok i sprawa wracała do ponownego rozpatrzenia przez WSA, zaś od ponownie wydanego wyroku znowu przysługiwała skarga kasacyjna zarówno deweloperowi, jak i innym stronom.

Decyzji wz lub pozwolenia  na budowę zaś jak nie było, tak nie było.

Na szczęście coś drgnęlo w tej sprawie i od ponad miesiąca obowiązują nowe przepisy ustawy o postępowaniu przed sądami administracyjnymi.

Dla Państwa, którzy  czekacie na powrót sprawy z sądu administracyjnego do organu, żeby ponownie orzekł ws Waszego wniosku o decyzję WZ, czy pozwolenie na budowę, ważna jest zmiana dotycząca artykułu 188 tej ustawy.

Dzięki niej NSA będzie mógł znacznie częściej sam rozpoznawać sprawę merytorycznie, czyli uchylać wyrok WSA i równocześnie uchylać niekorzystne dla dewelopera decyzje, zwracająć tym samym sprawę już bezpośrednio organowi do ponownego rozpatrzenia, a nie jak to dotychczas najczęściej miało miejsce – uchylać wyrok WSA i przekazywać mu sprawę ponownie do rozpoznania.

Miejmy nadzieję, że nowe przepisy przybliżą tych wszystkich z Państwa, którzy macie wciąż sprawy w NSA, do szybszego pozytywnego dla Państwa ich finału. Ważne jest bowiem, że nowe przepisy dotyczą także tych spraw, które znalazły się w NSA zanim weszły one w życie.

 

Nareszcie weekend…

Muszę przyznać, że to był naprawdę trudny tydzień. Nasz Klient finalizowal transakcję nabycia nieruchomości pod swoją kolejną inwestycję, a że transakcja była bardzo skomplikowana i Klienta czas naglił, trzeba było pracować na zdwojonych obrotach.

Ale nie narzekam… 🙂

Cieszę się, że już weekend, nie tylko dlatego, że mogę trochę odetchnąć, ale także dlatego, że w końcu mam czas, by znowu skreślić parę  słów na blogu.

Ta transakcja, o której wspominałam, natchnęła mnie do zwrócenia Państwu uwagi na problem, który tylko pozornie może wydawać się błahy. Chodzi mianowicie o opodatkowanie podatkiem VAT sprzedaży zabudowanej działki.

Często przecież na potrzeby realizacji planowanej inwestycji kupują Państwo nieruchomości zabudowane budynkami, które docelowo zostaną rozebrane, a na nieruchomości zrealizują Państwo budynek wielorodzinny.

Kiedy kupujecie taką nieruchomość, pamiętajcie nie tylko o tym, by zbadać jej stan prawny, ale także o tym, by upewnić się, czy transakcja będzie opodatkowana podatkiem VAT, czy też będzie zwolniona z opodatkowania.

Zasadniczo sprzedaż zabudowanej nieruchomości jest zwolniona z opodatkowania, choć ustawa o VAT przewiduje wyjątki, kiedy taka sprzedaż na pewno podlegać będzie podatkowi VAT. Natomiast zwolnienie z opodatkowania rodzi obowiązek zapłaty przez nabywcę takiej nieruchomości podatku od czynności cywilnoprawnych (PCC).

Istotne  jest, że zgodnie z art. 43 ust. 10 ustawy o VAT możliwe jest jednak opodatkowanie takiej transakcji podatkiem VAT, pomimo jej zwolnienia z opodatkowania.

Strony mogą zrezygnować ze zwolnienia, jeśli:

  • są zarejestrowane jako podatnicy podatku VAT czynni i
  • przed dokonaniem transakcji zgodnie zawiadomią o swoim zamiarze naczelnika urzędu skarbowego właściwego dla siedziby nabywcy nieruchomości.

Ktoś z Państwa pewnie zapyta:

po co opodatkowywać transakcję podatkiem VAT i płacić sprzedajacemu cenę wyższą o 23%, skoro można zapłacić mniej?

Odpowiedź jest prosta – jeśli sprzedaż będzie zwolniona, kupujący – czyli Państwo musicie zapłacić podatek od czynności cywilnoprawnych (PCC) w wysokości 2% wartości nieruchomości. Przy dużych wartościach transakcji, mogą to być naprawdę wysokie kwoty.

Biznesowo, każdemu deweloperowi bardziej więc opłaca się zapłacić od transakcji VAT – skoro i tak będzie mógł go sobie odliczyć, niż płacić PCC.

Jednak decyzja o rezygnacji  ze zwolnienia z opodatkowania podatkiem VAT bez dokładnego rozeznania stanu faktycznego dotyczącego znajdujących się na nich budynków i budowli, pod kątem możliwości zwolnienia z VAT, może okazać się zgubna w skutkach.

Trzeba bowiem pamiętać, że zrezygnować ze zwolnienia można tylko wówczas, gdy sprzedaż bedzie podlegała takiemu zwolnieniu, co do którego jest to w świetle ustawy o VAT dopuszczalne.

Jeśli okaże się, że sprzedaż  podlegała zwolnieniu z VAT, z którego  nie można było zrezygnować, a Państwo odliczyli VAT z faktury wystawionej przez sprzedającego, możecie być pewni, że takie odliczenie zakwestionuje organ podatkowy w czasie kontroli.

Bądźcie Państwo więc czujni  i nie dajcie się zwieźć zapewnieniom sprzedającego, że transakcja może być opodatkowana. Sprawdźcie to, a jeśli macie wątpliwości, nie zgadzajcie się na opodatkowanie lub przynajmniej wprowadźcie do umowy takie zapisy, które odpowiednio Was zabezpieczą.

Bo to Państwo, a nie sprzedający poniesiecie negatywne konsekwencje w sytuacji gdy okaże się, że transakcja podlegała zwolnieniu z VAT, ale z tego zwolnienia nie można było zrezygnować.