Zapraszam Państwa do lektury wpisu na blogu autorstwa mojego gościa – Pana Piotra Majewskiego redaktora bloga Morizon.pl. Swoją pasję do pisania o nieruchomościach Pan Piotr czerpie głównie z zamiłowania do wszelkiego rodzaju designu użytkowego, zaś jako redaktor Morizon.pl, większość czasu spędza szukając ciekawych tematów i szlifując opublikowane artykuły. Dziś postanowił napisać kilka słów o tym, co jest bliskie każdemu deweloperowi, czyli o zmianie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego.
Często na drodze do realizacji inwestycji stają nam założenia Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego (MPZP) lub jego brak. Wiedzą to doskonale choćby ci, którzy podjęli się budowy domu na działce rolnej. Co robić w takim wypadku? Oczywiście – wnieść o zmianę (lub uchwalenie) planu. To jednak czasochłonny (a dla gminy – również bardzo kosztowny) proces, który nie zawsze kończy się po naszej myśli. Wójt, burmistrz lub prezydent z bardzo różnych powodów może zwyczajnie nie wyrazić zgody na zmiany.
Jeśli chcemy podjąć próbę zmiany MPZP, najpierw powinniśmy złożyć w biurze wójta, burmistrza lub prezydenta miasta stosowny wniosek. Oprócz podstawowych danych dotyczących gruntu powinien on zawierać silne argumenty, które przekonają władze, że planowana inwestycja przysłuży się gminie i jej mieszkańcom. Musimy w końcu skłonić radę gminy do wszczęcia długotrwałego i kosztownego procesu.
Potem pozostaje nam tylko… czekać. Czasem naprawdę długo. Zgodnie z przepisami, nasz wniosek ma jedynie charakter postulatywny, więc przy jego rozpatrywaniu nie obowiązują żadne konkretne terminy czy prawo do odwołania.
Jak wygląda procedura? Najpierw wójt, burmistrz lub prezydent musi uznać zmianę MPZP za zasadną. Następnie wykonuje niezbędne analizy, sprawdza zgodność wnioskowanych zmian z już istniejącymi zapisami studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego (najważniejszego dokumentu związanego z planowaniem przestrzeni), przygotowuje wszelkie materiały dodatkowe i składa wniosek o podjęcie stosownej uchwały do rady miasta lub gminy.
Teraz pałeczka jest po stronie rady – podejmuje ona uchwałę o przystąpieniu do zmiany MPZP, korzystając również z dostarczonych przez wójta, burmistrza lub prezydenta okresowych analiz. To właśnie na ich podstawie zapadnie ostateczna decyzja o zmianie MPZP – dotyczą one bowiem przede wszystkim zgodności z ustaleniami studium.
Pozytywna decyzja rady miasta lub gminy o przystąpieniu do zmiany MPZP to jeszcze nie koniec. Wójt, burmistrz lub prezydent zobowiązany jest do poinformowania mieszkańców (w obwieszczeniu oraz w lokalnej prasie), zebrania i rozpatrzenia ich uwag oraz przedstawienia projektu zmian innym organom – m.in. wojewodzie i konserwatorowi zabytków.
Po uzyskaniu wszelkich zgód (np. na zmianę przeznaczenia gruntu), gotowy projekt przedstawiany jest opinii publicznej – na tym etapie znów każdy mieszkaniec może wnosić swoje uwagi. Dopiero po ich rozpatrzeniu wójt/burmistrz/prezydent może przedstawić gotowy projekt (wraz z uwzględnionymi i nieuwzględnionymi uwagami) do rady gminy, która ponownie sprawdza jego zgodność z treścią studium, a następnie – jeśli nie ma dalszych uwag – uchwala zmianę MPZP.
Uff! Ale… to jeszcze nie koniec. Uchwała rady musi jeszcze trafić do wojewody, który sprawdza zgodność zmian z przepisami prawnymi. Dopiero gdy nie będzie miał żadnych zastrzeżeń, nowy MPZP trafia wchodzi w życie i trafia do dziennika urzędowego województwa.
Cała procedura jest dość zawiła, a gmina musi ponieść spore koszta – m.in. na zatrudnienie urbanistów i szczegółowe analizy planowanych zmian. Na zmiany MPZP decydują się głównie największe gminy, których budżet pozwala na przejście przez każdy krok procesu. Właśnie dlatego tak wiele gruntów wciąż nie posiada uchwalonych planów, często hamując korzystne dla gmin inwestycje. Pozostaje liczyć na to, że prawodawstwo w końcu przejrzy na oczy i zareaguje na sytuację biedniejszych gmin, uwalniając inwestycyjny potencjał wielu gruntów.