Warto walczyć do końca! – historia z wokandy

Agnieszka Grabowska-Toś        19 lipca 2017        3 komentarze

Widok z pendolino:)

Chciałabym dziś opowiedzieć Państwu o sprawie, która wprawdzie nie wiąże się z inwestycjami deweloperskimi, jednak jest dowodem na to, że wbrew temu, co my prawnicy mówimy Państwu o szansach na wygranie sprawy, warto mimo wszystko walczyć o swoje prawa do końca.

Warto i trzeba to robić zwłaszcza wtedy, gdy czujemy się pokrzywdzeni taką, czy inną decyzją organu lub wyrokiem sądu, gdy mamy wewnętrzne przekonanie, że sprawiedliwość powinna być po naszej stronie.

Właśnie wracam z rozprawy przed Naczelnym Sądem Administracyjnym i nie mogę przestać myśleć o tym, co wydarzyło się dziś na sali sądowej. A że warunki do pisania mam znakomite (pendolino całkiem dobrze się tu sprawdza:) ), postanowiłam od razu podzielić się z Państwem moim wrażeniami.

Nie wdając się w szczegóły, powiem, że mój klient wraz z innymi osobami, był uprawniony do uzyskania rekompensaty za mienie zabużańskie i żeby trwająca od blisko 20 lat sprawa o wypłatę tej rekompensaty mogła się wreszcie zakończyć, wszyscy uprawnieni wskazali jedną osobę do uzyskania całej rekompensaty w imieniu pozostałych. Jednocześnie umówili się, że osoba ta, po uzyskaniu rekompensaty, przekaże każdej z uprawnionych osób należną jej część.

I tak też się stało.

Jednak urząd skarbowy uznał, że przekazana mojemu klientowi kwota należnej mu rekompensaty, stanowi darowiznę, a nie rekompensatę i w związku z tym podlega opodatkowaniu podatkiem od spadków i darowizn. I organy i nawet wojewódzki sąd administracyjny konsekwentnie przyjmowały, że mój klient podatek musi zapłacić.

Paradoks polegał na tym, że gdyby nie wskazał swojej krewnej jako uprawnionej i sam uzyskał decyzję o wypłacie rekompensaty – nie musiałby płacić podatku. Ponieważ jednak wypłatę niejako za niego uzyskała jego krewna i następnie przekazała należną mu część – i organy i WSA uznały, że podatek zapłacić musi.

I choć robiłam wszystko, by znaleźć jak najbardziej przekonywujące argumenty, byłam sceptyczna co do tego, czy uda się ostatecznie przekonać Naczelny Sąd Administracyjny do naszych racji (skoro dotychczas konsekwentnie nasze argumenty odbijały się od ściany). Zdecydowanie więcej wiary miał mój klient, który mimo wszystko czuł, że racja w tym sporze jest po jego stronie.

Wiara w sprawiedliwość sądów, zaprowadziła go aż do Naczelnego Sądu Administracyjnego i okazało się, że słusznie. Warto było walczyć, gdyż ostatecznie NSA przesądził, że klient podatku płacić nie musi.

Powiem Państwu, że chwila, kiedy sąd zwracając się do mojego klienta powiedział:
Podziwiam Pana za Pana determinację, za to, że pomimo kolejnych niekorzystnych rozstrzygnięć, nie odpuścił Pan i szukał sprawiedliwości w sądzie”– była bezcenna i na pewno na długo zapadnie w mojej pamięci.

A jeszcze większe wrażenie zrobiły na mnie słowa sądu wypowiedziane na koniec uzasadnienia wyroku: „Niech Państwo szuka innych źródeł pozyskiwania pieniędzy, a nie odbiera obywatelom to, co im się należy!”

To co dziś usłyszałam, było niezwykle budujące i daje nadzieję, że pomimo zmieniającej się rzeczywistości i trudnych czasów dla sądownictwa, będziemy spotykać na swojej drodze sędziów, którzy będą wydawali sprawiedliwe wyroki, nawet jeśli politycznie nie będą one poprawne.

Z drugiej zaś strony ta historia powinna być dla nas wszystkim przykładem, że upór, determinacja i zaangażowanie, mogą nas doprowadzić do szczęśliwego zakończenia.

Warto więc walczyć! – do końca!

{ 3 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Leszek Bloch Lipiec 20, 2017 o 14:39

Bardzo budujący przykład i zawarte w nim przesłanie. I faktycznie należy podziwiać klienta Pani Mecenas za determinację – bo jest podziwu godna. Gratulacje 🙂

Odpowiedz

Agnieszka Grabowska-Toś Lipiec 20, 2017 o 14:46

Bardzo dziękuję Panie Mecenasie!:)
Serdecznie pozdrawiam!

Odpowiedz

Sebastian Lipiec 20, 2017 o 15:59

Widzę ze swojej praktyki, że wreszcie sądy administracyjne zaczęły korzystać z wykładni prokonstytucyjnej i pro tributario, ale z tak bardzo proobywatelskim uzasadnieniem nie spotkałem się jeszcze. Mam nadzieję, że i to przede mną 🙂 A czy można poprosić o sygnaturę orzeczenia NSA, o którym Pani pisze?
Swoją drogą, ciekawa kwestia, jak szeroko organy skarbowe definiują instytucję darowizny. Ja spotkałem się z przypadkiem, gdzie fiskus chciał uznać spłatę rat kredytu tylko przez jednego ze współkredytobiorców za darowiznę na rzecz drugiego współkredytobiorcy. Pisałem o tym tu: https://antywindykacja.wordpress.com/2017/02/10/95/

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: