Czy odwołanie od decyzji administracyjnej można uzupełnić?

Agnieszka Grabowska-Toś        14 lipca 2017        4 komentarze

Zamek w Reszlu

Często zdarza się tak, że sprawy dotyczące odwołań od decyzji wydawanych w procesie inwestycyjnym, czy to decyzji WZ, czy decyzji o pozwoleniu na budowę trafiają do mnie na dwa, trzy dni przed upływem terminu do wniesienia odwołania.

Zwykle nie mam wtedy nawet kompletu akt sprawy zakończonej taką decyzją, bo przecież rzadko który klient dysponuje kopią całości akt sprawy.

Kiedy więc dostaję zlecenie, czasu na wnikliwe zbadanie sprawy, a więc przede wszystkim dokładnie przeczytanie akt, wymyślenie zarzutów i przygotowanie rzetelnego odwołania, jest naprawdę niewiele. A ja nie wyobrażam sobie, by takie istotne pismo było pisane „na kolanie”. Jeśli się za coś zabieram, to robię to najlepiej, jak tylko możliwe. Klient ma otrzymać najlepszy produkt. W końcu za to płaci. A ja, muszę mieć przekonanie, że zrobiłam w sprawie wszystko, co było możliwe.

Jeśli do wniesienia odwołania został jeden, czy dwa dni, trudno w takich warunkach wspiąć się na wyżyny intelektualne i wymyślić skuteczne, przekonywujące zarzuty, zwłaszcza w sprawach, które na pierwszy rzut oka wydają się beznadziejne (z małym prawdopodobieństwem wygrania) i kiedy na biurku czekają jeszcze inne, równie ważne i terminowe sprawy.

Zresztą klienci też mają świadomość tego, że czasu zostało niewiele, bo najczęściej wpadają do kancelarii mocno zdenerwowani i pełni obaw, czy w ogóle coś da się zrobić i czy zdążymy, skoro za dwa dni upływa termin.

Na szczęście mam zawsze dla nich jedną odpowiedź:

– Spokojnie…., proszę się nie martwić, na pewno zdążymy. Najpierw złożymy takie krótkie, kilkuzdaniowe odwołanie. Napiszemy w nim zarzuty, które zawsze w takich sprawach się podnosi, a potem, kiedy przeanalizujemy dokładnie sprawę, zbadamy akta w urzędzie, przygotujemy pismo stanowiące uzupełnienie tego odwołania. To pismo będzie już zawierało konkretne zarzuty i uzasadnienie, poparte dodatkowo orzecznictwem.

Ale jak to? Tak można? – pytają zazwyczaj mocno zdziwieni.

Oczywiście!– wyjaśniam.

Po pierwsze, kodeks postępowania administracyjnego nie wymaga, by odwołanie zawierało uzasadnienie zarzutów. Oczywiście, warto je uzasadnić, ale nie jest to wymóg, od którego zależy dopuszczalność odwołania. Wystarczy nawet napisać, że nie zgadzamy się z decyzją, od której się odwołujemy. Po drugie – kodeks nie zawiera również przepisów, które zabraniałyby uzupełniać odwołanie.

I to działa? – pyta wtedy klient.

Jasne wielokrotnie tak robiłam!

Jeśli więc upływa Państwu termin do złożenia odwołania od niekorzystnej decyzji WZ lub pozwolenia na budowę, a nie zdążyliście jeszcze skontaktować się w tej sprawie z prawnikiem – nie wpadajcie w panikę. 🙂

Zróbcie wszystko, by przede wszystkim zachować termin. Napiszcie odwołanie, a potem jak najszybciej skontaktujcie się z prawnikiem, który przeanalizuje sprawę i przygotuje w Waszym imieniu stosowne pismo zawierające uzupełnienie złożonego odwołania. Można to bez problemu zrobić.

Pamiętajcie tylko o dwóch sprawach.

Po pierwsze – by odwołanie wysłać do organu, który wydał decyzję. Zgodnie bowiem z art. 129 § 1 kodeksu postępowania administracyjnego, odwołanie wnosi się do organu wyższej instancji za pośrednictwem organu, który wydał decyzję.

Po drugie – by uzupełnienie odwołania przygotować i wysłać do organu jak najszybciej, żeby nie okazało się, że zanim wpłynie Wasze pismo, organ odwoławczy już zdąży wydać decyzję, bez rozpatrzenia Waszych argumentów.

Decyzja ostateczna i prawomocna po nowelizacji kodeksu postępowania administracyjnego

Agnieszka Grabowska-Toś        05 lipca 2017        Komentarze (0)

Zamek Mirów

W ostatnim czasie wiele się dzieje w prawie. Trudno nie zauważyć, że obecny ustawodawca jest niezwykle płodny. Czy to dobrze , czy źle – to już odrębna kwestia. Tak naprawdę liczy się przecież jakość, a nie ilość. I o tej jakości chciałabym dziś Państwu opowiedzieć.

Kiedyś wyjaśniałam, jak odróżnić decyzję ostateczną i prawomocną. Jeszcze bowiem do niedawna nie było definicji decyzji prawomocnej i wielu z Państwa miało problemy z ustaleniem, kiedy mamy decyzję  ostateczną, a kiedy prawomocną. Ba! problemy mieli sami urzędnicy! Znam też prawników, u których pojęcia te również wywoływały lekką konsternację:)

Tym wszystkim, którzy decyzję ostateczną mylili z prawomocną, wyszedł na przeciw nasz ustawodawca i przy okazji nowelizacji kodeksu postępowania administracyjnego wprowadził do art. 16 definicję decyzji prawomocnej. Zgodnie z dodanym do tego artykułu paragrafem 3, decyzje ostateczne, których nie można zaskarżyć do sądu są prawomocne.

Na pewno podjęcie próby zdefiniowania decyzji prawomocnej zasługuje na uznanie. Jednak trzeba powiedzieć jasno – ta próba ustawodawcy nie wyszła. Bo co to znaczy – „decyzja, której nie można zaskarżyć do sądu” ? Moim zdaniem ta definicja, zamiast wyjaśniać – rodzi same wątpliwości. Nie wiadomo bowiem, kiedy mamy do czynienia z decyzją, której nie można zaskarżyć do sądu.

Nieco światła w tej kwestii rzuca uzasadnienie projektu nowelizacji, z którego dowiadujemy się, że „w rozumieniu projektowanego art. 16 § 3 k.p.a. nie można zaskarżyć decyzji, gdy zakazuje tego przepis prawa, gdy upłynął termin do zaskarżenia decyzji czy z powodu już zrealizowanej sądowej kontroli (tj. jeżeli sąd odrzucił lub oddalił skargę albo umorzył postępowanie)  Jednak i to wyjaśnienie budzi wątpliwości, gdyż odwołuje się do niejasnego pojęcia zrealizowanej kontroli sądowej. Czy jeśli  zostanie wydane rozstrzygnięcie sądu I instancji, to kontrola się zrealizowała, czy też muszę uzyskać wyrok sądu II instancji?

Skoro prawomocna jest decyzja, której nie można zaskarżyć do sądu, to właściwie można by uznać, że decyzja jest prawomocna, jeśli sąd I instancji np. oddali skargę na taką decyzję, ale jeszcze nie upłynie termin do wniesienia skargi kasacyjnej lub nie zostanie wydany jeszcze wyrok sądu II instancji, pomimo wniesienia skargi kasacyjnej. Nie ulega wątpliwości, że  będzie to decyzja, której nie można zaskarżyć do sądu, bo została już zaskarżona. Ale czy to oznacza, że jest już prawomocna? No właśnie nie.

Pytań można by mnożyć.

Jednak nie o to w tym wszystkim przecież chodzi. W końcu każdy z Państwa prędzej, czy później będzie chciał uzyskać  potwierdzenie ostateczności i prawomocności decyzji o pozwoleniu na budowę, decyzji WZ, czy jakiejkolwiek innej wydawanej w procesie inwestycyjnym. Skoro brzmienie przepisu rodzi tak wiele wątpliwości, to jego stosowanie w praktyce też będzie stwarzało problemy. A jednym z nich będzie też z pewnością to, kto będzie stwierdzał prawomocność decyzji – organ, czy sąd?

Można by więc rzecz, że nowelizacja nic nie zmieniła. Wątpliwości jak były, tak będą. Szkoda, bo przecież ustawodawcy powinno zależeć na dobrym prawie – jasnym i precyzyjnym. W tym przypadku jakość zeszła na plan dalszy, choć pewnie intencje były słuszne.

Dlatego już dziś zapraszam Państwa do śledzenia mojego bloga. Następnym razem wyjaśnię Państwu, w jakich przypadkach  uzyskana przez Państwa decyzja – będzie prawomocna.

 

Obszar oddziaływania w przypadku etapowania inwestycji

Agnieszka Grabowska-Toś        19 czerwca 2017        Komentarze (1)

Zamek w Pieskowej Skale

Pojęcie obszaru oddziaływania inwestycji wciąż budzi wątpliwości. Po nowelizacji prawa budowlanego, która miała miejsce w 2015 roku – chyba nawet bardziej, niż wcześniej.

Ja też je miewam, a niejednolite orzecznictwo niestety nie ułatwia nam oceny, czy dana nieruchomość znajduje się w obszarze oddziaływania inwestycji, czy też nie i czy w związku z tym krąg stron został wyznaczony prawidłowo.

Tak też było ostatnio, kiedy reprezentując klienta musiałam wykazać, że jego nieruchomość znajduje się w obszarze oddziaływania inwestycji. Sprawa dotyczyła budowy jednego budynku na całkiem sporej działce, jednak z projektu zagospodarowania terenu wynikało, że faktycznie na jednej działce planowanych jest kilkanaście budynków jednorodzinnych, docelowo mających stanowić zamknięte osiedle. Dla każdego z tych budynków organ wydał odrębne pozwolenie na budowę uznając, że żaden z nich nie oddziałuje na działki sąsiednie.

Okazało się, że organ potraktował każdy budynek, jako odrębny obiekt, jako jedną inwestycję, zapominając, że faktycznie mamy tu do czynienia z jedną inwestycją wieloobiektową, której obszar oddziaływania – z istoty swej -musi być inny niż, niż obszar oddziaływania każdego odrębnego obiektu.

W wyroku z dnia 25 października 2016 roku NSA stwierdził, że (…) w przypadku tak zwanego etapowania zamierzenia budowlanego przywiązuje się wagę do oceny zgodności z prawem całego zamierzenia inwestycyjnego, a nie tylko poszczególnych jego etapów (…) Projekt zagospodarowania terenu pozwala na ocenę oddziaływania projektowanej inwestycji na uzasadnione interesy osób trzecich, czyli przede wszystkim właścicieli nieruchomości sąsiednich. W ocenie Naczelnego Sądu Administracyjnego, wolą ustawodawcy było, aby w przypadku etapowania zamierzenia budowlanego ocena, czy zamierzenie to oddziałuje na usprawiedliwione interesy osób trzecich, dokonywana była z uwzględnieniem całego zamierzenia budowlanego, a nie tylko poszczególnych jego etapów”.

Pamiętajcie więc Państwo, że jeśli macie do czynienia z inwestycją etapową – prawidłowe wyznaczenie obszaru oddziaływania inwestycji powinno nastąpić z uwzględnieniem całego zamierzenia, a nie tylko jego poszczególnych etapów.

 

Zmiana zasad solidarnej odpowiedzialności deweloperów za wynagrodzenie podwykonawców

Agnieszka Grabowska-Toś        07 maja 2017        Komentarze (1)

Wiosna. Cieplejszy wiatr obudził niedźwiedzie w Bieszczadach i posłów w Warszawie, przynosząc kolejne zmiany w prawie.

Tym razem ustawodawca zmienił jeden z najistotniejszych dla inwestorów (deweloperów) przepisów, to jest mój ulubiony art. 647[1] Kodeksu cywilnego, dotyczący solidarnej odpowiedzialności inwestora i generalnego wykonawcy za wynagrodzenie podwykonawców. Cel tej zmianie przyświecał szczytny – teraz ma być lepiej.

Przyjrzałam się więc, czy i komu będzie teraz lepiej.

Na gruncie dotychczas obowiązującego art. 647[1] Kodeksu cywilnego powstał spory galimatias związany choćby z tym, że sądy powszechnie przyjmowały, iż zgoda inwestora na zawarcie  przez wykonawcę umowy z podwykonawcą, od której zależała solidarna odpowiedzialność inwestora, mogła być wyrażona w dowolnej formie, nawet przez tak zwane czynności konkludentne (np. poprzez tolerowanie obecności podwykonawcy na placu budowy).

Wydaje się, że wprowadzona zmiana uporządkuje tę kwestię.

W nowym brzmieniu art. 647[1] Kodeksu cywilnego ustawodawca wprost wskazał, że inwestor odpowiada solidarnie z wykonawcą za zapłatę wynagrodzenia należnego podwykonawcy z tytułu wykonanych przez niego robót budowlanych, których przedmiot został zgłoszony inwestorowi przez wykonawcę lub podwykonawcę przed przystąpieniem do wykonywania tych robót, chyba że inwestor złoży sprzeciw. Zgłoszenie nie jest wymagane, jeżeli inwestor i wykonawca określą w pisemnej umowie (pod rygorem nieważności) szczegółowy przedmiot robót wykonywanych przez podwykonawcę.

Sytuacja wyglądać powinna teraz prosto.

Jest zgłoszenie albo umowa określająca zakres robót podwykonawcy – inwestor odpowiada solidarnie z wykonawcą za zapłatę podwykonawcy wynagrodzenia i nie musi szczegółowo odpytywać, kim jest pan w niebieskim ubraniu roboczym, siedzący w kącie na naradzie koordynacyjnej dotyczącej budowy. Proszę zwrócić uwagę, że do zgłoszenia nie ma potrzeby wysyłania już pełnej treści umowy. Wystarczy określenie przedmiotu, czyli tego co będzie robione przez podwykonawcę.

W znowelizowanym przepisie ograniczono też odpowiedzialność inwestora. Zasadą jest, że nie może ona przekraczać wynagrodzenia ustalonego w umowie między wykonawcą, a podwykonawcą. To także budziło wątpliwości.

Komu więc wiosna przyniosła zmiany na lepsze?

W moim odczuciu i inwestorom i podwykonawcom. Wprawdzie ci ostatni będą musieli zadbać o swoje interesy zanim zabiorą się do pracy, ale dokonanie pisemnego zgłoszenia zakresu robót, nie wydaje się barierą nie do przebycia.

Zmiana wchodzi w życie 1 czerwca 2017 roku. Do umów zawartych przed jej wejściem w życie, będą mieć zastosowanie przepisy dotychczasowe.

Czy w postępowaniu odwoławczym SKO może zmienić warunki zabudowy?

Agnieszka Grabowska-Toś        30 marca 2017        2 komentarze

Ostatnio nadzwyczaj dobrze pracuje mi się kawiarni. Tak! Wiem, że brzmi to paradoksalnie, ale jakoś wyjątkowo w takich miejscach przychodzi mi natchnienie:) Nie, żebym miała narzekać na nasze biuro z pięknym tarasem. Po prostu tutaj, nikt mi nie zawraca głowy. Nikt nie przychodzi raz po raz, by o coś dopytać,  skonsultować, ustalić…. Zresztą, muszę się przyznać, że pół mojej pracy doktorskiej napisałam w pociągu – na trasie Kraków-Warszawa-Kraków. Chyba więc potrafię pracować w każdych warunkach:)

Właśnie przygotowuję skargę na decyzję, na mocy której Samorządowe Kolegium Odwoławcze uchyliło decyzję WZ i przekazało sprawę do ponownego rozpatrzenia. Jestem pewna, że nie raz mieliście Państwo do czynienia z sytuacją, kiedy to po wielu miesiącach uzyskaliście w końcu korzystną decyzję o warunkach zabudowy, a decyzja ta – na skutek złożonego odwołania – została następnie uchylona i sprawa wróciła do ponownego rozpatrzenia.

Można by rzec – „to standard”. Zwłaszcza dotyczy to Krakowa, gdzie – nie wiedzieć czemu – utrzymanie w mocy decyzji WZ, niemal graniczy z cudem. Wszyscy wiemy, jak takie sytuacje Państwa denerwują. Dzięki takim rozstrzygnięciom SKO, deweloperzy mają z głowy sprawę WZ na kolejnych kilka miesięcy i to bez gwarancji, że nowa decyzja będzie prawidłowa i  nie zostanie znowu uchylona w wyniku kolejnego odwołania.

Wracając jednak do mojej skargi …

SKO uchyliło naszemu Klientowi decyzję WZ z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że organ nie wyjaśnił prawidłowo, czy teren inwestycji ma dostęp do drogi publicznej, a po drugie dlatego, że nieprawidłowo została ustalona szerokość elewacji frontowej dla planowanego budynku.

Trzeba jasno powiedzieć: uchylenie decyzji wyłącznie z tych powodów i przekazanie sprawy do ponownego rozpatrzenia, było niedopuszczalne w świetle art 138 par. 2 Kodeksu postępowania administracyjnego. Zgodnie bowiem z tym przepisem, przekazanie sprawy do ponownego rozpatrzenia może nastąpić tylko wtedy, gdy  decyzja  została wydana z naruszeniem przepisów postępowania, a konieczny do wyjaśnienia zakres sprawy ma istotny wpływ na jej rozstrzygnięcie.

Jak wskazuje się w orzecznictwie, przepis ten pozwala organowi odwoławczemu wydać decyzję kasacyjną, czyli taką jak w mojej sprawie, jedynie wówczas, gdy organ I instancji w ogóle nie przeprowadził postępowania wyjaśniającego, albo przeprowadził je w taki sposób, że zachodzi potrzeba uzupełnienia go w znacznej części. Jeśli zaś organ drugiej instancji może przeprowadzić uzupełniające postępowanie dowodowe na podstawie art. 136 Kodeksu postępowania administracyjnego, w celu prawidłowego załatwienia sprawy,  to podjęcie w takim przypadku przez organ odwoławczy decyzji kasacyjnej, stanowi naruszenie prawa.

Tak też było w sprawie naszego Klienta. Ponieważ tak naprawdę tylko wspomniane dwie kwestie należało raz jeszcze dokładnie wyjaśnić, brak było podstaw do uchylania decyzji i przekazania sprawy do ponownego rozpatrzenia, skoro organ uznał ją w pozostałym zakresie za prawidłową.

SKO mogło przecież zwrócić się do inwestora lub do zarządcy drogi, z którym uzgadnia się sposób komunikacji inwestycji, z prośbą o wyjaśnienie, czy teren inwestycji posiada faktyczny i prawny dostęp do drogi publicznej. Organ II instancji mógł także zwrócić się do autora analizy urbanistycznej o wyjaśnienie wątpliwości związanych z ustaleniem szerokości elewacji frontowej, ewentualnie o uzupełnienie analizy urbanistycznej, jeśli uznał, że wymaga ona w tym zakresie uzupełnienia.

Po dokonaniu tych ustaleń, SKO powinno wydać decyzję merytoryczną, czyli decyzję o warunkach zabudowy, w której określiłoby prawidłowo szerokość elewacji frontowej i wyjaśniło, na jakich zasadach inwestor posiada dostęp do drogi publicznej.

Zwykle w takich przypadkach SKO argumentuje jednak, że nie jest uprawnione do wydania decyzji WZ, nawet w sytuacji kiedy wcześniej organ I instancji ustalił warunki zabudowy, ale tylko niektóre, z nich zostały określone nieprawidłowo. Jest to oczywiście argumentacja całkowicie nieuzasadniona, gdyż sądy administracyjne, w tym zwłaszcza Naczelny Sąd Administracyjny jednoznacznie wskazują, że w pewnych sytuacjach możliwe jest ustalenie warunków zabudowy przez SKO nawet wtedy, gdy w I instancji organ odmówił wydania decyzji WZ. Tym bardziej więc, SKO ma prawo zmienić te warunki w postępowaniu odwoławczym, jeśli zostały one ustalone przez organ I instancji nieprawidłowo.

W opisywanej dziś przeze mnie sytuacji, mało który inwestor zdecydowałby się na zaskarżenie decyzji SKO do sądu. Zwykle większość z nich odpuszcza, uznając że to strata czasu. Myślę jednak, że to błąd. Efekt jest bowiem taki, że SKO z byle powodu uchyla decyzję i zamiast orzec merytorycznie, zwraca sprawę organowi I instancji.

A czas płynie…